Pytanie to szczególnie aktualne jest w przypadku tych osób, które doświadczają braku satysfakcji z siebie samego, co może przyjąć formę dolegliwego dyskomfortu. Źródło swoich negatywnych doznań postrzegają oni głównie w sobie.
Takiego dylematu nie moją osoby, które wypełnione są silnym poczuciem „ jestem OK.” . Demonstrują swoją pewność siebie, swoje osiągnięcia i kompetencje, tym samym podkreślając swoją wielkość. Kiedy doświadczają jakichś problemów to wypełnia je myśl: „to nie ja, to on/ona”, „ja jestem OK, ale inni nie są OK. , świat nie jest OK.”
Od 30 lat zgłębiając ludzką naturę, przyglądając się zmieniającej się świadomości społecznej, dziś widzę, iż taka demonstrowana pewność siebie, na szczęście, przestaje być wzorcem do naśladowania. Jednocześnie diagnozowana jest jako przejaw negatywnej osobowości określanej najczęściej mianem „rozbujałego ego”.
Niestety brak podstawowej wiedzy o działaniu mechanizmów zawiadujących zachowaniem i postawą, brak umiejętności „obsługi samego siebie” sprawia, że wielu ludzi w odpowiedzi na pojawiający się w nich poczucia braku wiary w siebie, narastających obaw i niepokojów, wybierają często drogę akceptacji takich jakimi są. Kiedy wewnętrzne dolegliwości intensyfikują się wówczas poszukują środków, które przyniosłyby ulgę.
Doświadczenie pokazuje szeroką listę takich środków: nowy życiowy partner, nowa praca, nowi znajomi, intensywne oddanie się jakiejś dziedzinie sportu, zaangażowanie w grupy religijne (uwielbieniowe), albo…alkohol, narkotyki.
Tymczasem okazuje się, że każdy (!) wewnętrzny kryzys (ale i nie tylko wewnętrzny), pojawiający się w formie dolegliwego dyskomfortu, to sygnał do rozwoju. Prof. Dąbrowski, lekarz psychiatra i psycholog kliniczny, filozof i pedagog, kryzys określa mianem „dezintegracji”. Jak pisze w swojej książce pt. „Dezintegracja pozytywna” : „Osobowość rozwija się przez rozbicie dotąd istniejącej zintegrowanej struktury. Musi przejść przez okres dezintegracji i dojść w końcowym etapie do nowej wtórnej integracji.” Myślę, że w obliczu takich stwierdzeń zrozumiałe jest powiedzenie, że „kryzys to nie problem, a szansa”. Biblia mówi wręcz o narodzinach „nowego człowieka”.
Moje osobiste doświadczenia w pełni to potwierdzają. Czas pokazywał, iż to, czego doświadczałem, a co było klasycznym przejawem kryzysu, często nawet bardzo bolesnego, stawało się dla mnie trampoliną do wzrostu nie tylko mojej świadomości, ale i jakości życia.
Doświadczeniem tym dzielę się w mojej książce pt. „Wewnętrzne przemiany ku duchowej i życiowej dojrzałości” . Opisuję w niej również jak „obsługiwać siebie samego”, aby każdy kryzys stawał się szansą.