Moje artykuły

Kiedy śledzę dziś scenę polityczną, uznając iż m.in.  w ten sposób mogę budować  moją obywatelską świadomość, przychodzą mi na myśl słowa Wojciecha Młynarskiego „róbmy swoje”.   Okazuje się, że to co dzieje się na szczytach władzy dochodzi do takiego absurdu, iż trudno zachować pozycję neutralnego obserwatora.  W sposób niekontrolowany pojawiają się u mnie negatywne emocje.  Stąd uznaję, iż kierując się słowami Młynarskiego, najlepszym dla mnie rozwiązaniem jest  skoncentrowanie się na  zadaniach które leżą w moim „kręgu wpływu”, a które również mogą budować moją obywatelską postawę.

Trudno jest zachować neutralność emocjonalną w sytuacji nawet niewielkiego osobistego zaangażowania, kiedy obserwujemy wydarzenia mocno odbiegające od naszego systemu wartości. Wartością dla mnie bardzo ważną jest szacunek i życzliwość dla drugiego człowieka. Nie widzę okoliczności łagodzących dla zachowań wyrażających się agresją, oskarżaniem oraz artykułowanymi insynuacjami. Mimo posiadanej wiedzy na temat  mechanizmów psychologicznych, które poza świadomością  człowieka  kierują jego zachowaniami  ( takich jak np. potrzeba władzy, potrzeba bezwzględnego posiadania racji ), trudno mi być tolerancyjnym dla zachowań polityków będących pod wpływem tych mechanizmów. To, że potrafią oni uargumentować swoją postawę, wykazać swoje racje, to jedynie efekt działania ich intelektu, a dokładnie wysokiego IQ, a nie wyraz prawdy obiektywnej. W historii możemy odnaleźć wiele postaci, które swoimi argumentami pociągnęły za sobą niekiedy miliony zwolenników. Dopiero czas wykazał jak bardzo niesłuszne były ich argumenty, a podejmowane działania tragiczne w skutkach.  Jednocześnie analiza ich osobowości, wykazywała iż za ich "jedynie słusznymi" argumentami, kryła się silna potrzeba władzy, posiadania racji, potrzeba demonstrowania własnych kompetencji. Nie mam cienia wątpliwości, że wielu współczesnych polityków działa pod wpływem nieświadomych, destrukcyjnych motywacji.  Niestety dziś nic nie mogę zrobić, dla zmiany tego stanu rzeczy. Do wyborów parlamentarnych pozostał jeszcze rok, tak więc dziś pozostało mi tylko "robić swoje".   

Może jestem niepoprawnym optymistą, ale wierzę w możliwość budowania relacji przyjacielskich opartych na wzajemnym zrozumieniu i bezwarunkowym zaufaniu. Co prawda jestem dziś człowiekiem w dużym zakresie autonomicznym, to jednak stwierdzam, iż relacje przyjacielskie spełniają ważną rolę w życiu człowieka. W oprogramowaniu naszej psychiki tkwi potrzeba bliskości, a jej zaspokojenie wyzwala poczucie bezpieczeństwa,  wzrost pewności siebie. Chcę mieć  przyjaciół, którzy będą przestrzegali określonych zasad, co do których przestrzegania również się zobowiązuję.  Moja propozycja zasad :   

 Zasady relacji przyjacielskich.

1.Bezwarunkowo akceptuję uczestników relacji przyjacielskich, jednocześnie zachowując sobie prawo do nie akceptowania ich zachowań, jeżeli wykracza ono poza zasady i wartości wyznawane przeze mnie.

 

2.Kiedy wypowiadam uwagi, kieruję się chęcią pomocy i wsparcia, a nie potrzebą podkreślania własnych kompetencji.

 

3.W relacjach przyjacielskich czuję się bezpieczny, jestem szczery, nie recenzuję własnych wypowiedzi, nie obawiam się śmieszności czy utraty własnego wizerunku.

 

4.W relacjach przyjacielskich  monitoruję intencje moich postaw i zachowań :             

a.czy jest to chęć dzielenie się radością kiedy np. coś osiągnąłem, czy wzbudzenia podziwu, podkreślenia swojej wyjątkowości,

b.czy jest to chęć podzielenia się własnymi troskami, czy podkreślenie mojej szczególnej, wyjątkowej, niespotykanie trudnej sytuacji.  

                                                                      

5.W relacjach przyjacielskich dbam o zachowanie właściwych proporcji pomiędzy czasem spędzonym na „towarzyskiej scenie”, a tym spędzonym na „widowni”.

 

6.Wykorzystuję czas spędzony na „ towarzyskiej widowni”, aby poznać i zrozumieć tych na      „scenie”, a nie  jako czas wyczekiwania („poczekalnię”) przed wejściem na „scenę”.

 

 

7.Ufam uczestnikom przyjacielskich relacji, dbając jednocześnie o to, aby nie zawieść ich zaufania.  

….jest mi bliższy osobowościowo. To nie program wyborczy, nie poziom patriotyzmu, nie ilość dzieci, a osobowość Komorowskiego stoi u podstaw mojej decyzji. Nie należę do ludzi walki. Wybieram tworzenie przyszłości opartej na zaufaniu i pokoju. Jednocześnie nie kwestionuję istnienia zła, z którym  trzeba walczyć.  Wiem jednak, że można to robić wzmacniając dobro, tworząc społeczne lobby dobra, mając jednocześnie świadomość, czym jest  zło. O takiej strategii mówi Biblia, o takiej postawie życiowej mówił Jan Paweł II. Szanuję ludzi stosujących strategię walki, jednak bliższy jest mi spokój i zaufanie.

Dlaczego ludzie tak bardzo się różnią w ocenie innych ? Kiedy słucha się ich argumentów, w sposób neutralny, bez zaangażowania emocjonalnego, trudno nie przyznać racji  zupełnie różnym ocenom.

Myślę, że tylko zrozumienie  jak „działamy”, a dokładnie jak funkcjonuje nasz mózg, pozwala nam zgłębić tajemnicę powstania tych różnic. Argumenty jakie „produkujemy” na jakiś temat, są efektem końcowym pracy naszego mózgu. Odpowiednie mechanizmy psychologiczne, oraz nasza inteligencja tworzą uzasadnienie naszych przekonań. Im wyższe IQ (iloraz inteligencji) tym większa łatwość ich argumentowania .  Zaproszenie do rozmowy na argumenty, jest niczym innym, jak tylko zaproszeniem do konfrontacji poziomu inteligencji  – sprawności argumentowania własnych racji. W ten sposób możemy spotkać się z sytuacją kiedy to nałogowy palacz z wysokim IQ , bez problemu będzie odrzucał argumenty o szkodliwości palenia, a alkoholik  w przekonywujący sposób będzie uzasadniał, iż codzienne wieczorne upijanie się służy jego zdrowiu. Jesteśmy obdarzeni  mechanizmami pozwalającymi na  uzasadnianie naszych przekonań, bez względu na to, jak mają się one do ogólnie przyjętych norm,  bez względu na to, że istnieją „twarde” dowody zaprzeczające naszym przekonaniom (na przykład, że palenie nie szkodzi) .  Szukając odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie o przyczynę różnic w postrzeganiu Komorowskiego i Kaczyńskiego, nie znajdziemy jej w głoszonych argumentach. One są jedynie produktem inteligencji ludzi je głoszących. Postrzeganie ma swoje źródło w naszych nieświadomych mechanizmach psychologicznych.  To one decydują, o tym, czy świat, ludzi i sytuacje, będziemy postrzegali w kategoriach spokoju, bezpieczeństwa, zaufania,  czy też jako zagrożenie, potrzebę walki lub ucieczki (wycofania się). Psychologia nie ma dziś wątpliwości, że w wyniku działania tych mechanizmów możemy znacznie oddalić się od zobiektywizowanej rzeczywistości. W ten sposób nasza „mapa”, zupełnie nie oddaje „terenu”. Istnieje wiele dowodów na to, że to oddalanie się od „terenu”, to efekt lęków, o czym od 2500 lat, mówi również buddyzm. Jan Paweł II, powołując się na Biblię,  wielokrotnie mówił o tym, że prawdę znajdziemy tam, gdzie jest miłość, a nie lęk. Stąd jeżeli chcemy dziś postrzegać Komorowskiego i Kaczyńskiego, takimi jakimi są naprawdę, powinniśmy przede wszystkim uświadomić sobie, czym kierowane są nasze mechanizmy psychologiczne. Nie ma innej drogi do zobiektywizowanego postrzegania ! Chyba, że i w tej kwestii nawykowo użyjemy  swojego IQ, dla uzasadnienia, iż nie jest to prawdą.      

Mój syn się żeni, co dla mnie oznacza zajęcie miejsca na „widowni” i przejęcie roli obserwatora. Dla mnie to nowe wyzwanie. Czy sobie z nim poradzę?

Nie mam doświadczeń w zakresie roli „widza”, ponieważ miałem inne wzorce. Przez całe życie (do dziś), relacje z moim ojcem przepełnione są  głównie instrukcjami i pouczaniem. Jego zdaniem to na tym polega wychowanie i do tego sprowadzają się relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi. Nie pozostało to bez wpływu na moje relacje z moim synem. Powielałem postawę i zachowanie jakie nieświadomie przejąłem od mojego ojca. Coraz bardziej przekonuję się, iż rzeczywiście jesteśmy marionetkami w rękach naszej nieświadomości. Głównie realizujemy te zachowania i postawy, którymi zostaliśmy  zaprogramowani  przez innych (przede wszystkim przez rodziców).   Widzę jednak szansę dla zmiany mojej postawy wobec syna. Chcę być zaangażowanym „widzem”,  gotowym wejść „na scenę życia syna”, ale tylko wtedy,  kiedy zostanę o to poproszony. Wiem, że  jedyną szansą dla zrealizowania takiej wizji jest moja wysoka samoświadomość.  Budowanie jej to proces niekiedy bolesny. Nie łatwo jest ujrzeć siebie w roli, którą świadomie się nie akceptuje. Nie łatwo jest poznać prawdę o sobie.  Wiem jednak, iż za tymi trudnościami, są nie tylko dobre relacje z moimi synem, ale również poczucie wygranej, satysfakcja płynąca z pokonania własnych niedoskonałości.

 

Niekiedy nawet  w jednej rodzinie daje się zauważyć zupełnie odmienne poglądy polityczne.  Rodzice w wyborach glosują na inną partię, niż ich dzieci. Wśród rodzeństwa występuje niekiedy ostry spór w zakresie oceny partii politycznych. Nawet wśród małżonków pojawiają się różnice w dokonywanych wyborach w  czasie głosowania czy to w wyborach  parlamentarnych, czy prezydenckich.  Nie pozostaje to bez wpływu na wzajemne relacje małżonków, co najmniej  w okresie przedwyborczym. Czy te różnice pojawiają się na poziomie przesłanek racjonalnych  kiedy na przykład jedni mówią  o potrzebie wybudowania większej ilości szkół i dróg, a inni o zmianach w funkcjonowaniu służby zdrowia ? Wówczas różne preferencje w zakresie tych  zagadnień, stają się podstawą do sprzyjania jednej lub drugiej opcji politycznej.  Czy też źródło różnić leży gdzie indziej ? Bez świadomości gdzie ono jest, będziemy wiecznie tkwili w konfliktach burzących nasze relacje.

Analiza  ludzkich zachowań  i postaw (w tym poglądów politycznych), to przede wszystkim  analiza  działania naszych mechanizmów psychologicznych.  Współczesna nauka nie pozostawia cienia wątpliwości, co do tego gdzie mieści się  pierwotne źródło naszych motywacji i przeżywanych emocji oraz naszych reakcji na otoczenie, w tym reakcji na scenę polityczną.  Poza naszą świadomością działa mechanizm monitorujący otaczającą nas rzeczywistość  i wyzwalający reakcje zgodne ze swoim oprogramowaniem .  W wyniku analizy ludzkich zachowań  psychologowie  dostrzegli, iż  różnice w naszych reakcjach wynikają  z różnego poziomu aktywności tego mechanizmu, która z kolei zależy  od poziomu  lęku. Każdy człowiek , a dokładnie jego mechanizmy sterowane są lękiem (nazywanym przez psychologów lekiem pierwotnym).  Przy czym może on mieć „zdrowy” poziom lub zawyżony, co daje się zauważyć w zachowaniu i postawie człowieka. I tak zawyżony poziom lęku wyzwala m.in.  złość, a nawet agresję, brak zaufania, silną potrzebę dominacji, brak odporności na krytykę, nieustanną potrzebę walki. Psychologia odkryła również, iż  dla ludzi z zawyżonym poziomem lęku, posiadanie wroga zewnętrznego jest terapeutyczne.  Ludzie tacy będą nieustannie szukali zagrożeń, bo dzięki temu mogą walczyć, a to jest im potrzebne dla uzyskania komfortu psychicznego. Brak wroga i zagrożeń to dyskomfort psychiczny.

Jest jeszcze jedno interesujące odkrycie psychologów.  Okazuje się, iż ludzie z zawyżonym poziomem lęku pierwotnego mają większą motywację do integracji, a posiadanie wspólnego wroga pogłębia  integrację.  

Odmienne zachowanie prezentują ludzie ze „zdrowym” poziomem lęku .  W ich postawie bez trudu daje się zauważyć  „strategię pokoju”. Życzliwość, otwartość, zaufanie, to ich charakterystyczne cechy.  Integrację upatrują  jako szansę na bardziej efektywną współpracę, a nie jednoczenie sił do walki.

Nie tylko psychologia opisuje pierwotne źródło naszych zachowań, postaw w tym poglądów politycznych.

W tak bliskim nam chrześcijaństwie, w jego przesłaniach zawartych w Biblii, bez trudu również można odnaleźć opis postaw i zachowań lękowych i tych inspirowanych miłością.  Jan Paweł II nawoływał:  „dążcie do miłości” .  Dziś żadna ze stron różnych opcji politycznych, nie kwestionuje przesłania naszego Papieża (przynajmniej oficjalnie).  Myślę, że również  każdy z członków rodziny (rodzice, rodzeństwo, małżonkowie) zainteresowani są zachowaniem i postawą u źródeł których jest miłość, a nie lęk.  

Pozostaje jedynie sprzeczność w interpretacji,  które zachowania i postawy są skutkiem zawyżonego poziomu lęku, a które miłości. Skoro niemalże wszyscy deklarują swoją przynależność do kościoła katolickiego,  to może warto nieustannie przypominać czym charakteryzuje się postawa u źródeł  której leży chrześcijańska miłość  (1 Kor 13, 4-6).

Jest to o tyle ważne, że prawdę, o którą zabiegają wszyscy,  odnajdziemy tylko  tam gdzie jest miłość, o czym nieustannie powtarzał Jan Paweł II.

    

Dzień matki jest dniem szczególnym, bo mama w naszym życiu jest osobą wyjątkową. Nie tylko dlatego, że nas urodziła, ale i poprzez obcowanie z nami już od pierwszych dni naszego życia, tworzyła coś na wzór „zaczynu” naszej konstrukcji psychicznej, o czym jednoznacznie mówi współczesna psychologia.  To mama była pierwszym „programistą”  naszej psychiki. Jeżeli w pierwszym okresie naszego życia była pełna  wiary w siebie, to automatycznie przekazała ją również nam. Jak jednak powinniśmy postrzegać  dziś naszą mamę, kiedy zamiast wiary w siebie „zaraziła” nas swoimi lękami i brakiem wiary w siebie, czego negatywne konsekwencje ponosimy później w dorosłym  życiu ? 

Jestem pierworodnym synem moich rodziców. Kiedy mama mnie rodziła, miała 20 lat. Jako młoda jeszcze dziewczyna, urodzona i wychowana na wsi, po ślubie z moim tatą przeprowadziła się do miasta. Zupełny brak  życiowego doświadczenia oraz nowe wyzwania, nie pozostały bez wpływu na jej lęki i obawy.  Były one obecne już wcześniej w jej życiu,  z powodu wyjątkowo trudnego dzieciństwa. I w takim o to klimacie przyszedłem na świat.  Dziś w podręcznikach z psychologii , opisujących postawy lękowe, czytam opis moich postaw i zachowań. Praktycznie nic dodać, nic ująć. Klasyczny przykład wpływu matki na konstrukcję psychiczną dziecka. Trudno ten wpływ określić mianem pozytywnego, co wykazuje historia mojego życia. Jednak obok tych lęków była ogromna miłość rozumiana jako bezgraniczne oddanie i troska o moje życie. Kiedy dziś „wyciągam” od mamy różne fragmenty jej życia  z mojego dzieciństwa, słyszę historie, które wzbudzają jednocześnie mój podziw, wdzięczność i wzruszenie. Jedna z takich historii dotyczy jej troski i nieustającego wręcz myślenia o tym, abym zdobył  wykształcenie Myślała o tym niemalże już od pierwszych dni mojego życia. Zapewne wynikało to z faktu, że jej samej nie było dane  zdobycie wykształcenia. Z podziwem  patrzyła na studentów, którzy chodzili  wtedy w charakterystycznych,  białych czapkach. W tym czasie do Olsztyna (gdzie mieszkała i do dziś mieszka) przyjechał Kardynał Stefan Wyszyński, który miał odprawić  mszę w kościele do którego  uczęszczali rodzice. Mama pełna determinacji dla zapewnienia mi  łaski bożej,  wymyśliła sobie, że gdy uda jej się dotknąć szat Kardynała, to ja  zdobędę wykształcenie, na którym jej tak bardzo zależało.  Dla realizacji tego planu, kiedy  Kardynał Wyszyński przyjechał odprawić mszę, przecisnęła się przez tłum, aby stanąć w drzwiach  kościoła. Ich szerokość była taka, że każdy przechodzący był w zasięgu ręki mamy. Dotknęła szat Kardynała z pełnym namaszczeniem i głęboką wiarą, że jej marzenia się spełnią.  Dziś mam dyplom wyższej uczelni oraz świadectwa ukończenia trzech kierunków na studiach podyplomowych. Nie mam cienia wątpliwości, że poza lękami, które dostałem od mamy, otrzymałem również siłę do walki z nimi. Dziś otrzymuję od niej najpiękniejszą miłość. Taką czystą i bezwarunkową. Biorę ją całymi garściami. Jednak gdzieś ze środka odzywają się  stare lęki i inspirowany przez nie głos pyta  co zrobię gdy mi jej zabraknie ?            

Smoleńsk, powódź – wyzwalają pytania, z których jedno powtarza  się szczególnie często : dlaczego my? Jaki jest sens tych wydarzeń ?

Pamiętam kiedy lekarze wykryli w moich węzłach chłonnych raka, pytanie dlaczego najczęściej zadawała moja mama. Pojawia się ono w chwilach trudnych, kiedy zupełnie nie rozumiemy sensu wydarzenia, które nas dotyka. Usiłujemy zrozumieć, wytłumaczyć sobie przyczyny. Angażujemy nasze IQ, aby odnaleźć odpowiedź.  Znalezienie jej jest jedną z silniejszych potrzeb człowieka. Tym czasem mimo wysiłku odpowiedzi nie znajdujemy. Dziś możemy robić najróżniejsze kombinacje intelektualne, a i tak nie potrafimy wyjaśnić  tej zbieżności dwóch tak trudnych emocjonalnie wydarzeń : Smoleńsk i powódź. Viktor Frankl , psychiatra, żyd więziony  w obozach zagłady , twierdził, że najważniejsze dla człowieka to odnalezienie sensu. Z jego doświadczeń wynika, że obozy zagłady przeżyli ci, którzy odnaleźli sens w cierpieniu. Z koncepcji Frankla wynika , że  nawet przekonanie, że sens jest, chociaż nie potrafimy go zwerbalizować , tylko  bardziej go czujemy,  działa bardzo pozytywnie na naszą psychikę. Czyli nie pytanie : dlaczego ?, tylko przekonanie, że jest w tym jakiś sens.Kiedy leżałem w szpitalu walcząc z rakiem, nie potrafiłem powiedzieć jaki jest sens mojej choroby. Czułem tylko, że coś ważnego kryje się za nią. I to było mi bardzo pomocne. Dziś już wiem czemu służyła moja choroba. Dziś znalazłem jej sens.

 Warto skorzystać z doświadczeń Vikoktora Frankla, tym bardziej, że potrzebujemy dziś dużo siły psychicznej i wytrwałości w działaniu, aby poradzić sobie z tragediami, które nas spotkały.

Kiedy zapytamy innych, co jest niezbędne aby relacje partnerskie były przepełnione miłością i aby przynosiły uczucie spełnienia i satysfakcji, niemalże każdy bez wahania opisuje konieczne do tego warunki.

I tu pojawiają się pytania, skoro wiemy, to dlaczego wzrasta ilość rozwodów ? dlaczego tyle kobiet i mężczyzn są ze sobą nie dlatego że chcą , ale dlatego że powinni , dlatego że muszą,  bo dzieci, mieszkanie, religia i.t.p. ?

Pojawia się pewien paradoks : wiemy, ale jak widać nie potrafimy.

 A może tak naprawdę to nie wszystko wiemy i  dlatego nie potrafimy ?

Jest w nas bardzo silny mechanizm psychologiczny, który sprawia, że musimy wszystko wyjaśnić i zinterpretować (psychologia zjawisko to nazywa potrzebą kontroli). Bez względu na to, czy dotyczy to naszych uczuć czy zjawisk, po prostu musimy być przekonani : „my wiemy”. Mechanizm ten, który posiadamy od zawsze, stanowił punkt wyjścia do zapewnienia nam bezpieczeństwa, a w konsekwencji przetrwania. Kiedy  mieliśmy już wiedzę o zagrożeniu (np. kiedy już rozpoznaliśmy, że hałas jaki usłyszeliśmy został spowodowany przez  dziką bestię, która zmierzała w naszym kierunku), odpowiedni mechanizm podejmował decyzję : walczyć, albo uciekać. Brak takiej wiedzy wzmagało poczucie zagrożenia. Niestety ewolucja nie dokonała zmian w naszych mechanizmach, co jednoznacznie potwierdzają  psychologowie ewolucyjni, dlatego również dziś jesteśmy zmuszani przez ten mechanizm do zajmowania stanowiska w różnych sprawach. I nie ma znaczenia czy wiedza, którą posiadamy jest wiarygodne, czy też nie, po prostu chodzi o to, aby uzyskać pewność, że już wiemy.

Profesor Grażyna Wieczorkowska i Eliott Aronson, tak opisują to zjawisko : „Potrzeba rozumienia tego, co się dzieje, jest jedną z podstawowych naszych potrzeb. Ta potrzeba popycha nas do tworzenia uzasadnień tego, co się wokół dzieje, mimo że często nie mamy wystarczających informacji.” („Kontrola naszych myśli i uczuć”)

Opisany tu mechanizm, dodatkowo wzmacniany jest potrzebą posiadania racji. Niekiedy przyjmuje ona bardzo wysoki poziom, a jej siła działania przypomina motywację spragnionego alkoholika do poszukiwania alkoholu. Kiedy mamy rację czujemy się bardziej wartościowi. Wtedy  po prostu jesteśmy O.K. Nie mieć racji oznacza, że się mylimy, że czegoś nie wiemy, a to dla naszej psychiki informacja – „nie jesteś O.K.”, co wywołuje dyskomfort, a w skrajnych przypadkach nawet ból psychiczny.

 W ten sposób opanowani  potrzebą natychmiastowego  zrozumienia ludzi i zjawisk, oraz  potrzebą posiadania racji, najczęściej oddalamy się od tego, co leży u podstaw udanego związku. Ważniejsza staje się poczucie, że już wiem i rozumiem, niż odkrywanie prawdziwych przyczyn nieporozumień. Wszelkie problemy i konflikty wyjaśniamy stwierdzeniem : „to nie ja, to partner”, no bo przecież musimy mieć rację.

Korzystając z dobrodziejstw techniki internetowej, chciałbym dzielić się z innymi  swoimi refleksjami, doświadczeniami  i  wiedzą. Jednocześnie zainteresowany jestem informacją zwrotną od tych, którzy nie zgadzają się z moimi spostrzeżeniami, mają inny punkt widzenia lub oczekują doprecyzowania tego o czym piszę.  Zapraszam.

Co upoważnia mnie do składania takiej oferty ? Od wielu lat (to już 20)  prowadzę treningi grupowe i indywidualne. Od wielu lat zgłębiam wiedzę z zakresu mechanizmów kierujących człowiekiem i jego relacjami z innymi. Ponadto mam za sobą szeroką gamę  doświadczeń osobistych, od bardzo traumatycznych, po takie które wzmacniają i dają poczucie wewnętrznej siły. Stąd uznałem, że może to być interesujące dla tych zainteresowanych samodoskonaleniem i samopomocą.

Jest jeszcze jeden powód dla którego występuję z ofertą dzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniami. Nie tylko moje osobiste doświadczenia, ale również głosy jakie słucham podczas prowadzonych przeze mnie treningów, potwierdzają fakt braku wiedzy na nasz temat. Często słyszę "dlaczego dopiero teraz ?".O ile łatwiej byłoby stawić czoła wymaganiom jakie stawia życie, o ile łatwiej byłoby budować naszą życiową skuteczność, gdybyśmy odpowiednio wcześniej posiedli przynajmniej podstawową wiedzę  z zakresu "jak radzić sobie ze sobą i z innymi".

 

 

  


Scroll to Top